Home Media Prasa Jubileusz d-ooo-brej zabawy - XX Zlot Turystyczny Polaków na Litwie
Jubileusz d-ooo-brej zabawy - XX Zlot Turystyczny Polaków na Litwie PDF Drukuj Email

XX Zlot Turystyczny Polaków na Litwie
4 - 6 lipca 2008r. Dauksze, jezioro Ilgo, rejon wileński


Pani Ania 20 lat temu wyglądało to zupełnie inaczej. Na polu rozbijano stare, radzieckie namioty. Wodę na herbatę gotowało się na ogniu. A i na miejsce Zlotu Turystycznego Polaków szło się czasem 10 km piechotą, niosąc cały ekwipunek. Lecz pewne sprawy się nie zmieniają – to emocje, ogarniające uczestników, gości i organizatorów Jubileuszowego XX Zlotu Turystycznego Polaków na Litwie.

Kilkaset osób w dniach 4-6 lipca, którzy postanowili spędzić je pod namiotami nad jeziorem Ilgio w Daniłowie, w gminie sużańskiej, miało podobne emocje. Radość, śmiech, obawa, poczucie obowiązku i zdrowej, sportowej rywalizacji, czasem nawet złość ogarniała tu wszystkich. Uczucia oraz ich intensywność w czasie Zlotu zmieniały się jak w kalejdoskopie – tyle się ciągle działo dookoła. Sztafety sportowe, koncerty, pomysłowe wizytówki drużyn, konkurs na najlepszą i najatrakcyjniejszą zagrodę. Kobiety miały czego pozazdrościć kandydatkom na Miss Zlotu, mężczyźni – na co popatrzeć, no a jury – okropne kłopoty z wyborem tej jedynej i niepowtarzalnej.

- Heniek, a pamiętasz, jak to kiedyś było?! – już na początku imprezy woła Anna Adamowicz (vel „Pani Ania”), odwieczna prowadząca Zlotów, do Henryka Mażula. Właśnie z nim i z innymi fanatykami, m.in., Ludwikiem Adamowiczem, Michałem Sienkiewiczem, 20 lat temu zorganizowali pierwszy Zlot.

Pierwszy stał się tradycją. Nie przerwano jej ani na rok.
- Kiedyś nie było ani muzyki, ani tych wszystkich dodatków, żeby się przedstawić... – mówiła Pani Ania patrząc na wystrojone szeregi drużyn.
Rzeczywiście – wizytówki (meldunek i część artystyczna) dziesięciu drużyn zachwycały. Widownia nie żałowała oklasków, występy często przerywane były wybuchami szczerego śmiechu.

„Dream team” z Jaszun przyznawało się w miłości do Pani Ani (na chwilę udało się ją nawet skłonić do... lecz kobieta ta twardą jest!).
„Hawaii 32” przedstawiło życie nieznanego dotąd plemienia, które mieszka gdzieś na końcu Litwy. Dżin spełnił dwa życzenia „Nowych Turków” (trzecie zostawili na zapas). „Studium” pokazało, na czym polega życie studenta.
Konkurs Wiedzy o Wileńszczyźnie

Przepiękne panny w kusych spódniczkach maszerowały niczym prawdziwy batalion, a na ich długie nogi łapczywie się gapił Kapitan. Za nimi na zaimprowizowaną scenę wjechał... czołg - podrasowany golf. Tak wyglądała drużyna z Ławaryszek – „Love Bat” Jak zwykle oryginalni Wileńscy Włóczędzy, stare wilki Zlotów Turystycznych, zaprezentowali się jako „Muszkieterzy Szybkiego Krzyża”. Drużyna powstała przy dosłownym, czołowym zderzeniu Muszkieterów i lekarzy Czerwonego Krzyża. Komisja ich występ, a później i zagrodę oceniła najlepiej.

„Love Bat” i „Muszkieterzy Szybkiego Krzyża” zdradzili nam, w jaki sposób szykują się do prezentacji swojej drużyny. - Z początku chcieliśmy zrobić coś zupełnie innego – mówił Kapitan z „Love Bat’u”, na co dzień Jurek. – Ale pomysł po drodze zawsze się zmienia, no i rodzi się coś naprawdę oryginalnego. Po prostu rzucamy ideę, która potem się zmienia, aż powstaje to, co widzicie. Natomiast Wileńscy Włóczędzy wiele czasu spędzają omawiając „szkielet występu” oraz doskonaląc sam pomysł. Potem „wypełniają go treścią” i nie zapominają o improwizacji. W takich konkursach ona przydaje się najbardziej. Obie drużyny w czasie rozmów „do gazety” twierdziły, że przyszykowania trwają minimum miesiąc, nawet dwa. Nieoficjalnie jednak padały inne terminy. Zabroniono nam je podawać, tłumacząc, że robi się to „dla dobra mniej doświadczonych drużyn”.

Drużyny, przyjeżdżające na Zlot po raz pierwszy, najczęściej w wymagających pomysłowości konkurencjach nie wypadają najlepiej. Bynajmniej nie dlatego, że brakuje im kreatywności, tylko z powodu braku doświadczenia.

- My też, gdy przyjechaliśmy tu po raz pierwszy, nie wiedzieliśmy, jak tu ma wszystko wyglądać – opowiadał o swoim „pierwszym razie” na Zlocie przedstawiciel ławaryskiej drużyny. – Zajęliśmy wtedy ostatnie miejsce. Ale jednocześnie zobaczyliśmy, co i jak ma wyglądać. No i potem nie było lepszych od nas – cztery z rzędu zwycięstwa! „Love Bat” postanowił nie zmieniać tradycji i tego roku. W zaciętej walce pokonał dwóch największych konkurentów – „Dream Team” i „Muszkieterów”. Czy ta tradycja będzie nadal kontynuowana? Nie wiadomo. W każdym bądź razie nowa drużyna zlotu – „Biało Czerwoni” - określana przez komisję jako najwytrwalsza i najbardziej elegancka (do końca pozostawali wierni swoim biało-czerwonym strojom) chce wziąć przykład z historii „Love Batu”. Wprawdzie nie zajęła ostatniego miejsca, ale…

- W następnym roku pokażemy coś zupełnie wyjątkowego! Już mamy pomysły – zapewniał „Kurier” kapitan drużyny. – A konkurs „Miss Zlotu” w następnym roku na pewno wygra przedstawicielka „Biało Czerwonych”. Niestety, kim będzie ta tajemnicza panna, która podbije serca komisji w roku 2009, uczestnicy powiedzieć nie zechcieli: - To nasza mała tajemnica... Bo jeszcze rośnie?

Cóż, na razie możemy tylko domyślać się jakie kształty przybierze nowa Miss XXI Zlotu. A tymczasem serca tegorocznej publiczności i komisji zdobyła „Ańka-Pulimiotczica” z „Love Batu”, w życiu prywatnym – Elwira Lisowska, dyplomowana 22-letnia specjalistka terapii ruchowej. Zresztą, wybrać jedną zwyciężczynię spośród dziewięciu pięknych panien, uczestniczących w najbardziej prestiżowym konkursie Zlotu, nie było łatwo. O tym się przekonała komisja. Po długich dyskusjach wybór na Elwirę padł dlatego, że jest to „nietuzinkowa osoba”, która ma w sobie wiele dobrych cech, potrafi wykorzystać zalety swojej drużyny, nie zapominając też o swoich. - Nie miałam zamiaru startować w tym konkursie. Postanowiliśmy tak dosłownie kilka minut przed początkiem – tłumaczyła nam Elwira kilka minut po swoim zwycięstwie. – Zadania nie były trudne, a większości z nich już nawet nie pamiętam.

Przedstawicielki drużyn musiały nie tylko zaprezentować siebie, zatańczyć, lecz także pokazać, jak umieją rzucać miseczkami (przecież to Zlot turystyczny!), czy są lepsze w piłce nożnej od reprezentacji Polski, razem z kolegami założyć zespół oraz z nim zaśpiewać, a nawet pokazać, w jaki sposób ubiorą się na przyjęcie rodzinne. O walorach dziewczyn z Wileńszczyzny mówili także członkowie zespołu „Nell” z Katowic, którzy wystąpili od razu po konkursie. Twierdzili, że już teraz zabraliby wszystkie te panny razem ze sobą do Polski.

Właśnie koncert tej grupy rockowej w sobotę, jak i piosenki wykonywane przez Agnieszkę Olszewską-Dobrowolską w piątek oraz muzyka, dobrze dobierana przez z(od)lotowego didżeja sprawiały, że dyskotekowe zabawy, jak to u turystów przy ognisku, trwały do białego rana. To prawdziwy cud, że z rana, dokładnie o 9.00, przedstawiciele drużyn stawiali się do tradycyjnego sprzątania terenu. Choć może to wcale nie cud, tylko dźwięczny głos Anny Adamowicz sprawiał...

Zlot turystyczny to i przeróżne sztafety, biegi orientacyjne w terenie, nad którymi czuwał główny sędzia sportowy Czesław Sokołowicz. Nie były one bynajmniej bardzo łatwe. Bieg na orientację wymagał nie tylko dobrej sprawności fizycznej (ok. 2 km do pokonania – i to biegiem!) lecz także dobrej orientacji w terenie (bo 2 km do pokonania masz wtedy, gdy się na mapkach znasz, bo jak jak nie, będziesz błądzić o wiele dłużej…). Wynik biegu orientacyjnego – jedna drużyna nie znalazła żadnego punktu, ktoś skręcił nogę, ktoś zasłabł. Nie mówiąc już o podrapanych nogach i rękach. Jednak takie zadanie utwierdziło nas w przekonaniu, że w każdej z tych drużyn, oprócz ogromnego pragnienia zwycięstwa, była zwykła przyjaźń. Chłopcy zmęczonych dziewcząt brali na barki i nieśli.

Okazało się, że organizatorzy, wymyślając nowe zadania na sztafety dla drużyn, byli niemniej pomysłowi od uczestników zawodów. Przedstawiciele zespołów musieli jak najszybciej strącić kręgle „kręglową wędką”, pokonać niemałą odległość pełznąc, strzelać z karabinku paintballowego do małej tarczy. Poza tym, rozbijali namioty, pokonywali „małpi gaj”, ratowali „tonącego”. A wszystko po to, by zdobyć atrakcyjne nagrody – sprzęt turystyczno-sportowy.

Jednak zadania z części artystycznej i sportowej to jeszcze nie wszystko, co czekało na drużyny, które przybyły na Zlot. Nie obyło się bez tradycyjnego konkursu na najlepszą kuchnię. W tym roku dwóch kucharzy z każdej drużyny otrzymało po kurczaku. Po dwóch godzinach przyszykowań, pieczenia na ogniskach jury miało do smakowania 10 odmiennych dań. Był tam i studencki gulasz, i filety z kurczaka, kurczaki pieczone na różne sposoby, a nawet sushi! O dziwo, konkurencję wygrali niedoświadczeni kucharze - najmłodsza drużyna „Hawaii 32”. Tę wileńską drużynę po raz pierwszy przywiózł na Zlot nauczyciel geografii, Wasilij Jankowicz. Jest też od kilku lat opiekunem jaszuńskiego zespołu „Dream Team”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich ojczysty język. Są to Rosjanie. Niektórzy z nich świetnie mówią po polsku, niektórzy – o wiele gorzej. Jednak i ich, i Polaków „zlotowych” łączy wspólna cecha.

- Spróbuj tu przywieźć kogoś chociaż raz, a będzie chciał tu wrócić znów! – twierdził pan Wasilij. – My takich zlotów nie mamy, a nasza młodzież tu się świetnie bawi. Zdaniem nauczyciela-entuzjasty, który nawet lato spędza w otoczeniu dzieci i młodzieży, tego rodzaju zloty są świetne dla młodzieży pod każdym względem. Nie tylko aktywnie odpoczywają, lecz mogą się nauczyć – współpracy, obcowania, rozwijania kreatywności. W następnym roku Wasilij ma zamiar zrobić tak, jak robi wiele rodzin zlotowych – przyjechać tu ze swoim dzieckiem.

- Prawie zawsze przywoziliśmy tu dzieci ze sobą. Nie przyjeżdżałam tu tylko wtedy, kiedy dzieci były małe – pokazując zdjęcia z już historycznych Zlotów Turystycznych, przypominała Regina Sokołowicz. – Dzieci bardzo lubiły tu przyjeżdżać. Gorzej było, kiedy cały czas padało, wtedy były niezadowolone. Jedna z takich drużyn, która w ciągu tych 20 lat stała się dwupokoleniową, jest z Białej Waki. Kiedyś przybywali sami jako „Kowboje”, potem jako „Piraci”. Gdy ich dzieci z kibiców wyrosły na prawdziwych członków drużyny, uczestniczących w sztafetach i konkursach, zmienili nazwę na „Dzikusów”. W tym roku powrócili jako „Kowboje Piraci Dzikusy”. Na prowadzoną przez nich kronikę ze zdjęciami i wspomnieniami z byłych Zlotów w przyszłości pewnie będą polować kolekcjonerzy.

Już od dekady organizatorem tej imprezy jest Stowarzyszenie Inicjatyw Społecznych (SIS), pod dowództwem Władysława Wojnicza. Jak twierdzi sam komendant Zlotu, impreza się udała. Jednak… - Chcemy przekazać organizowanie Zlotów innym osobom – twierdził Władysław Wojnicz. – Koordynujemy je już od dziesięciu lat. Tak się nam wydaje, że coraz bardziej popadamy w rutynę. Myślę, że nowi organizatorzy Zlotu zmienią go na jeszcze lepszą imprezę i postawią nowe cele i zadania. SIS, od razu po ogłoszeniu wyników i wręczeniu nagród dla zwycięzców - właśnie drużynie z Ławaryszek zaproponował przejąć tę piękną tradycję. Jaką decyzję podejmą pięciokrotni zwycięzcy Zlotów, nie wiadomo. Jednak po ich szelmowskich uśmieszkach już było widać, że gotowi są wiele zrobić. Oj, wiele!

- Drużyna z Ławaryszek jest i odpowiedzialna, i pomysłowa. Myślę, że byliby dobrymi organizatorami – powiedziała nam po cichu Anna Adamowicz. A dla wszystkich miała mniej radosną nowinę – postanowiła, że od następnego roku Zlotów prowadzić nie będzie. Ogłaszając to, zrezygnowała z mikrofonu, a oczy schowała za czarnymi okularami. „Inaczej bym się rozbeczała...” – tłumaczyła się później.

Późną jesienią rozpocznie się prawdziwy casting na miejsce nowego prowadzącego zlotu. Na razie nie wiadomo dokładnie, jak ma to wyglądać. Obecni organizatorzy radzą zaglądać na stronę Zlotów Turystycznych Polaków na Litwie – zlot.wilno.lt, gdzie można będzie znaleźć całą informację, zobaczyć zdjęcia archiwalne i prowadzić mniej i bardziej zlotowe dyskusje.

Jednak stare zlotowe wilki nie mają zamiaru zrezygnować ze Zlotów. I, jeżeli rzucony pomysł będzie przyjęty (a mamy wielką nadzieję, że tak właśnie się stanie), w następnym roku powstanie jeszcze jedna drużyna. Jak sami „weterani” twierdzą, być może można ich będzie pokonać w zawodach sportowych. Bo w innych konkurencjach „młodzi” nie mają żadnych szans!

 

Katarzyna Kuckiewicz, Michał Erenz
Fot. Marius Šlaustas, zlot.wilno.lt




Sponsorzy Zlotu


Senat RP, Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie”, Konsulat Generalny RP, Samorząd rejonu wileńskiego, Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, Unia Kredytowa Regionu Wileńskiego, „Mylida”, Dom Kultury Polskiej w Wilnie




Kuckiewicz K., Erenz M. Jubileusz d-ooo-brej zabawy - XX Zlot Turystyczny Polaków na Litwie // Kurier Wileński 12 lipca 2008r. Nr. 132 Str. 8-9

feed0 Komentarze

Napisz komentarz
 
  zmniejsz | powiększ
 

busy
 
Reklama

Dołącz do nas !

Zlot Turystyczny na Facebook'u

Jak dodać zdjęcie ?

  • Masz ciekawe zdjęcie zlotowe ?
  • Chcesz dodać je do galerii ?
  • Nie wiesz jak to zrobić ?
  • Kliknij tu...

Kto jest online?

Naszą witrynę przegląda teraz 173 gości 

Ostatni komentarz

Ambasador zlotu

Zostań ambasadorem zlotu:
  • Umieść nasz banner na własnej stronie
  • Opowiedz o tej imprezie innym
  • Prześlij link do naszej strony
  • Zbierz drużynę i przybądź na zlot