Home Media Prasa Zloty i zaloty
Zloty i zaloty PDF Drukuj Email

XVIII Turystyczny Zlot Polaków na Litwie
7-9 lipca 2006 r. Podjeziorki okolice Mościszek, rejon wileński

 

Okolice wsi Podjeziorki, wśród szumiących podeschłą zielenią traw i proszących przynajmniej o kroplę wody sosen rosnących nad malowniczym jeziorem Lynas, w dniach 7-9 lipca ściągnęły kilkaset uczestników, gości i kibiców, którzy tu się zjechali z całej Wileńszczyzny na hasło XVIII Turystycznego Zlotu Polaków na Litwie – dorocznej imprezy odbywającej się to w jednej, to w innej miejscowości na Wileńszczyźnie.

Miejsce, dzięki uprzejmości państwa Noniewiczów ze wsi Podjeziorki gminy ławaryskiej, do tego typu imprezy pasowało doskonale: pole, las i jezioro znajdowały się w ścisłym sąsiedztwie i niejako zachęcały do dobrej zabawy. Pogoda jak na zamówienie – upał aż do wieczora, jednych wyganiał nad wodę, inni chowali się w cieniu drzew, znaleźli się też miłośnicy zbierania poziomek, których w lesie było całe zatrzęsienie. Ciepło było też w nocy: i jednej, i drugiej nocy spało – rzec można – z kilkadziesiąt osób. Reszta słodki sen wolała zamienić na urocze, tu i ówdzie przertwane muzyczką gawędzenie przy ogniskach.

 

W szrankach – siedmiu

Ruch na miejscu zlotu rozpoczął się już w piątek przed południem, choć oficjalne rozpoczęcie zaplanowano na wieczór. Pojawiali się pierwsi uczestnicy zlotu. Jeden po drugim wyrastały namioty, powstawały dobrze zagospodarowane zagrody, wszak o zagrody rozgrywała się jedna z przygotowanych na zlot konkurencji.

Centralnym miejscem był namiot gospodarzy – Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych. Tu przyjmowano zgłoszenia drużyn, które szykowały się do udziału w zawodach. Z upływem dnia od Mościszek ciągnął sznur samochodów. Uczestników przybywało.

Według Władysława Wojnicza – prezesa Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych – tym razem za zlot mogło przybyć około 300 osób.

W szranki stanęło siedem drużyn: „Rodzinka mamy Ali” z Białej Waki, Ławaryskie dynamo”, „Ułani” z Ejszyszek, „Eskimosi” z Solecznik, „Piraci” z Białej Waki, „Jaszuńskie kwiaty” i „Studium” – drużyna zrzeszająca studenterię z Wilna.

 

Pół i jeszcze kwadrans

Oficjalny początek imprezy, jak ogłosiła Anna Adamowicz, prowadząca imprezę już po raz osiemnasty, dusza i żartowniś zlotowy – był opóźniony o zapowiadane „pół godziny z kwadransem”.

- Witam Polaków, nie Polaków i miłośników Polaków – jak zawsze z dużą dawką humoru ogłosiła Adamowicz, na Wileńszczyźnie i poza nią znana też jako Ciotka Frankowa.

Drużyny stanęły do meldunku: złożyły sprawozdanie o przybyciu – tak rozegrała się pierwsza „potyczka” i nastąpiło oficjalne otwarcie. Wciągnięto flagę zlotu.

Na trzydniowy program złożyło się siedem konkurencji, w tym bieg na orientację w terenie, konkursy wiedzy o Wileńszczyźnie, na najlepszą kuchnię oraz sztafety sportowa i turystyczna.

 

„Zdechła krowa”

Prawdziwym polem do popisu dla drużyn, a doskonałą okazją do śmiechu dla widzów – była część artystyczna zlotu, która nastąpiła zaraz po meldunku. Drużyny zaprezentowały się z absolutnie odmiennymi przedstawieniami: „Piraci” z Białej Waki widzów rozśmieszali przedstawieniem „Barmalej i razbojniki”, „Jaszuńskie kwiatki” tańczyły, Ławaryskie dynamo grało w piłkę nożną, podczas meczu sędziował sędzia Swistunowicz. Publiczność pokładała się ze śmiechu podczas prezentacji „Rodzinki Mamy Ali”, która przedstawiła scenkę pt. „Zdech krowa”. To przedstawienie było stanowczo najczęściej i najchętniej komentowane przez widza: „Dój póki ciepła!” – krzyczał jeden, „Gdzie weterynarz? Weterynarza” – niepokoił się losem zdychającej krowy inny, aż w końcu przybyły na miejsce tragedii weterynarz publicznie ogłosił diagnozę, że przecież to nie krowa, tylko BYK!

„Eskimosi” – próbowali podbić serca dziewczyn najgorliwiej czynił to Eskimos Gibończyk. Szczególnie efektowne w wizytówce „Eskimosów” były wejścia i wyjścia ze sceny, podczas meldunku drużyn „Eskimosi” na scenę wjechali samochodem, po występie artystycznym wyjechali „na oleniach”. Drużyna ta wyróżniała się wśród innych nie tylko pod względem wejść/wyjść, ale też pod względem składu, tworzyli ją młodzi chłopcy, którzy sami zorganizowali się w drużynę i przyjechali na zlot. Eskimoskie dziewczyny dzielnie (i głośno) kibicowały im z widowni.

Język był właśnie tym czynnikiem, który jak lustereczko podczas zlotu całą Wileńszczyznę odzwierciedlał: z polowej sceny brzmiały teksty i piosenki po polsku, rosyjsku i białorusku, ale tak naprawdę – to najczęściej po rosyjsko-polsku, polsko-białorusku, polsko-rosyjsko-białorusku jednocześnie itp.

W zasadzie charakterystyczna dla Wileńszczyzny mieszanka językowa – dla nas swojska – nikomu nie przeszkadzała. Niektórych nieco dziwiła, innych śmieszyła – ale dla wilniuków była absolutnie zrozumiała… w odróżnieniu od gości z Polski, którzy raz po raz się pytała: „Co to było?”, „Co takiego on powiedział?”, „A co to znaczy?” Rzeczywiście, zwrot, „potierałasia ja…” używany wielokrotnie w jednym meldunku – dla przybysza z Macierzy niewiele znaczy.

- My się znajdujemy nieopodal granicy białoruskiej – dlatego też nasz język jest z pogranicza kulturowego litewsko-białoruskiego – zapowiedziała widzom czastuszki, czyli skoczne, oparte na prostej melodii rosyjskie pieśni ludowe o charakterze żartobliwym, a widzowie chętnie podśpiewywali.

Najwyższe oceny komisji zaraz po zakończeniu programu artystycznego otrzymała drużyna „Studium” z Wilna, która wykonała eurowizyjne „We are the winners” – pomysłowo przerobione, ekspresyjne i z humorem wykonane. Po polsku, co dla niektórych – jak się okazało – było rzeczą niezwykle istotną.

Wszystko na zlocie mi pasuje i wszystko podoba – organizacja, występy, ognisko – ale stanowczo za dużo jest rosyjskiego. Przecież to musiałaby być impreza promująca język i kulturę polską, czyż nie? – ocenił Wiktor z Nowej Wklejki, gość zlotu.

- Nie sądzę, że musimy stawiać uczestnikom dodatkowo też warunki językowe. Jeśli ktoś chce pojechać na zlot – niech jedzie. Powiedziałam im, że mogą mówić jak chcą, ale językiem oficjalnym jest polski – powiedziała „Kurierowi” Anna Adamowicz.

Dodała, że jest kilka osób „nie-Polaków”, którzy nie tylko są stałymi bywalcami imprezy, ale też podejmują się trudu zbierania drużyn, jak np. Wasilij Jankowicz, lider „Jaszuńskich kwiatów”.

 

CD DSP

Po programie artystycznym drużyny mogły sobie dorobić jeden albo pół punktu poprzez śpiew. W śpiewie tym mogły wziąć udział też osoby spoza drużyn, z czego skorzystał działający już trzy lata zespół DSP z Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Wilnie. Iwona Parafianowicz pod akompaniament gitarowy kolegi Wiktora Malinowskiego wykonała kilka piosenek tak, że od progu zaskarbiła sobie sympatie widzów. Pytani, jak rozszyfrować nazwę zespołu – młodzi tajemniczo się uśmiechnęli, ale nic poza tym nie powiedzieli.

- Układamy też własne piosenki, chcemy koncertów – powiedziała „Kurierowi” Iwona. Nie wiadomo, ile koncertów po zlotowym śpiewie będą mieli – ale podczas zlotu znalazł się ktoś oczarowany wykonaniem, kto zaoferował im wydanie CD. Życzymy zatem, aby CD DSP został hitem – a na to – posłuchawszy ich wykonania – się zanosi.

 

Noce zlotowe

Przez całą noc teren „zlotowy” tętnił pełną życia: do rana paliło się wspólne ognisko, które na początku w żaden sposób nie chciało się rozpalić: „I któż w taką suchą pogodę znalazł tak mokre drewno?” – żartowała prowadząca.

Wrażenie było takie – że nikt nie spał, przy kilkunastu mniejszych, porozrzucanych tu i ówdzie ogniskach ludzie grali na gitarach (najbardziej wytrzymali byli członkowie Rodzinki Mama Ali, śpiewali, gawędzili, dyskutowali. Ktoś w nocy siedział z okiem wlepionym w telebim i oglądał film. Nad „zlotowiskiem” unosiły się zapachy szaszłyków szaszłyków kiełbasek na rożnie.

Nie sądzę, że ludzi należy integrować w sposób scentralizowany, jestem przeciwnikiem robienia czegokolwiek na siłę. Myslę, że wspólne śpiewanie przy ognisku ma sens. Natomiast to, że ludzie potem wolą zostać we własnych grupkach – w moim pojęciu – jest bardzo sympatyczne – powiedziała Anna Adamowicz.

 

Ocena zakochanej

Tegoroczny zlot, już „dorosły” bo osiemnasty, zdaniem jego uczestników, gości i kibiców był bardzo udany.

- Nie jestem stałym bywalcem zlotów turystycznych, pojawiam się na nich co dwa-trzy lata, ale jestem w stanie ocenić postęp, jaki uczyniła ta impreza. Widać gołym okiem, że jest coraz lepiej: zarówno pod względem organizacji, jak i pod względem bezpieczeństwa. Szkoda, że tym razem na zlocie zabrakło Włóczęgów – drużyny, która przez wiele lat była jego wizytówką. Zaś tegorocznym uczestnikom uczestnikom części artystycznej zlotu nie brakowało wesołych, interesujących pomysłów, mimo to niektórym zabrakło logicznego zakończenia przygotowanych scenek albo czasu na ich odpowiednie przygotowanie – powiedział „Kurierowi” Aleksandr Radczenko, członek komisji zlotu, na co dzień doradca Departamentu Prawa Kancelarii Rządu RL.

- Oczywiście, że pozytywnie! To nie będzie ocena obiektywna, gdyż kocham tę imprezę! Nie można oceniać, kiedy się jest zakochanym! – żartuje Anna Adamowicz proszona o ocenę imprezy. Dodaje, że pomimo wszystko i na przekór wszystkiemu, zawsze na zlocie pojawia się jedna czy druga nowa drużyna: „Tegoroczni debiutanci – „Eskimosi” – byli wprost wspaniali! Po raz pierwszy od osiemnastu lat popłakałam się ze śmiechu!” – powiedziała.

 

Zloty i zaloty

- Udany czy mniej udany – ale najważniejsze, że przetrwał lata i wszystko wskazuje na to, że nadal będzie trwał – powiedział jeden z kibiców – jest to impreza, która jednoczy Polaków, na której ludzie się integrują, zapoznają, nawiązują przyjaźnie.

Nie tylko przyjaźnie. Zlot jest też skutecznym swatem: dokładnie nie wiadomo, ile małżeństw zlotowych dzięki niemu powstało, ale że niektóre osoby przez zlot połączone przyjeżdżają teraz rodzinami – to fakt bardziej niż naoczny. Podczas całego zlotu dwuletnia Kasia była tym małym radosnym brzdącem, który podchodził do wszystkich, tańczył razem z drużynami, klaskał i jeśli czyjś występ mało śmieszył – widownia się uśmiechała na widok radosnej małej, za którą jej rodzice Krystyna i Andrzej Łakisowie – zlotowe małżeństwo – z trudem nadążali śledzić i małą łapać.

Absolutnym nowum okazała się też grupa panów z Nowej Wklejki, którzy zlotowe Pojeziorki obrała za miejsce na … kawalerski wieczór! Może to będzie nowa tradycja zlotowa?

 

Wanda Zajączkowska
Współpraca Anna Cebula

Wyniki:

1 miejsce „Ławaryskie dynamo”
2 miejsce „Jaszuńskie kwiaty”
3 miejsce „Piraci”
4 miejsce „Studium”
4 miejsce „Ułani”
5 miejsce „Rodzinka Mamy Ali”
5 miejsce „Eskimosi”

Zajączkowska W., Cebula A. Zloty i zaloty // Kurier Wileński 11 lipca 2006 r. Nr. Str. 5-6

 

Załączniki:
 18_zlot_Kurier_Wilenski_2006.pdf[ Zajączkowska W., Cebula A. Zloty i zaloty // Kurier Wileński 11 lipca 2006 r. Nr. Str. 5-6]2182 Kb
feed0 Komentarze

Napisz komentarz
 
  zmniejsz | powiększ
 

busy
 
Reklama

Dołącz do nas !

Zlot Turystyczny na Facebook'u

Jak dodać zdjęcie ?

  • Masz ciekawe zdjęcie zlotowe ?
  • Chcesz dodać je do galerii ?
  • Nie wiesz jak to zrobić ?
  • Kliknij tu...

Kto jest online?

Naszą witrynę przegląda teraz 988 gości 

Ostatni komentarz

Ambasador zlotu

Zostań ambasadorem zlotu:
  • Umieść nasz banner na własnej stronie
  • Opowiedz o tej imprezie innym
  • Prześlij link do naszej strony
  • Zbierz drużynę i przybądź na zlot