Home Media Prasa Namiot znów rozłożę, gdzie Podborze...
Namiot znów rozłożę, gdzie Podborze... PDF Drukuj Email

IX zlot turystyczny Polaków na Litwie
27 - 29 czerwca 1997r. Podborze, rejon solecznicki

Jest wszystko tak samo, a jednak nie tak

Chyba jednak starzeję. Bo kiedym w ubiegły piątek się znalazł w Cieciorce za Podborzem, gdzie w dniach 27 -29 czerwca br. zalegał obozem IX zlot turystyczny Polaków na Litwie i popadłszy w sentymenty wspomnieniowe wspiąłem się początkowo wzrokiem pniami strzelistych sosen aż po korony, a potem puściłem go niczym łódeczkę z nurtem dostojnie tuż obok płynącej Solczy, wnet obsesyjnie przyczepiła się do mnie mężnie mocująca się z przemijaniem piosenka "Czerwonych gitar" pod jakże wymownym tytułem "Jest wszystko tak samo, a jednak nie tak".

Bo na pierwszy, pozorny rzut oka, rzeczywiście wszystko tu było tak samo, jak na II zlocie turystycznym Polaków na Litwie w roku 1990 i VI analogicznej eskapadzie w roku 1994, których gospodarzami zostawała ta właśnie urocza mieścina, zapodziana między bory-lasy na naszej kochanej Wileńszczyźnie. Jako że dosłownie "za pięć dwunasta" było do uroczystego otwarcia, zlotowicze gorączkowo rozbijali namioty, starając się na czas zdążyć. Trwająca niezmiennie od pierwszego zlotu na posterunku prowadzącej Anna Adamowicz co i rusz przypominała, że wraz z godziną 19 drużyny in corpore mają się stawić na uroczystość otwarcia. Kiedy przy stoliku z napisem "komitet organizacyjny" dostrzegłem niezmiennie zlotom towarzyszących arbitrów Zygmunta Śliżewskiego i małżeński duet Reginy i Czesława Sokołowiczów, spokój zagnieździł się w mym sercu z sędziowaniem nie będzie najmniejszych problemów. Ostatecznie się uspokoiłem, kiedy napotkani mer rejonu solecznickiego Józef Rybak i wicemer a zarazem prezes Solecznickiego Rejonowego Oddziału ZPL Zdzisław Palewicz w jeden głos bardziej serio niż żartem zapewniali, że po kontakcie ze służbą meteo Pana Boga na zlot nie padnie ani kropelka deszczu i że zgromadzeni bynajmniej nie będą musieli być krwiodawcami dla komarów, bo te zostały skrzętnie ... odłowione.

Że w tym wszystko tak samo jest jednak nie tak, uświadamiała mi niczym rzeka Heraklita Solcza i te starsze raptem o lat 7 dookolne sosny w borze, a nade wszystko lista nieobecności tych, z którymi hen w zamierzchłej przeszłości, bo przed 9 laty w roku 1989 nad niezapomnianą Bałoszą uruchomiliśmy wspólnie "licznik" zlotów turystycznych Polaków na Litwie. Próżno szukałem, żeby wylewnie się przywitać, Zygmunta i Jadwigi Lachowiczów oraz ich "Pajączków" jednej z najbardziej sympatycznych drużyn pierwszych 7 zlotów turystycznych Polaków na Litwie; tylko wspomnienia z uśmiechem pozostały po Olku Żyndulu - szefie Koła 4 Muz, wnoszącego niepowtarzalny koloryt w nasze doroczne biwakowanie (ech, Olku, i któż to powtórzy twój słynny czarny blues białej Murzynki podświetlany latarkami, a wykonany w roku 1990 akurat tu, w Podborzu); Stefan Kimso, z którym przez lat 7 niczym dwa gniade zgodnie wprzęgaliśmy się w organizacyjny "dyszel" teraz jakże nietypowo, bo bez pośpiechu, przyjechawszy z rodziną rozbijał namiot.

Zresztą, co to ja tę inność poprzez innych odczytuję. Przecież sam po rocznej nieobecności znalazłem się na zlocie w jakże nietypowej roli: dziennikarza "Naszej Gazety". I tylko. Bez jak dotąd organizacyjnego "bólu głowy". Z własnej woli człowieka, pasującego przed coraz cięższym brzemieniem krzyżyków lat na karku, który w pewnej chwili mówi: dość ...

 

Nie zorganizowani górą?

Kiedy w roku 1989 poczynaliśmy ideę zlotów turystycznych Polaków na Litwie, marzyło się nam, że będą one sprzyjać integrowaniu naszego środowiska, a przede wszystkim młodzieży. Stąd już od pierwszego naszego spotkania pod namiotami nad Bałoszą wyraźnie preferowany był udział zorganizowanych drużyn, które przyjeżdżały, by wziąć czynny udział w konkursach i zawodach. Ten element drużynowy miał właśnie "nitować" kolejne wyprawy pod namioty, dyscyplinować je, gdyż zorganizowane "kupki" znacznie lepiej trzymają się całości.

Trzeba przyznać, iż pomysł rywalizacji zespołowej chwycił. Były przecież zloty, kiedy na starcie stawało nawet ponad 20 drużyn, żeby od początku do końca być obecnymi i mocno zaangażowanymi w program. Z biegiem czasu z pewnym niepokojem obserwowaliśmy jednak, jak zloty zatrważająco obrastały nam tymi rodakami, którzy korzystając z ogłoszeń o zlotach tłumnie na nie zaczęli przyjeżdżać, tyle że jako lud nie zorganizowany. Nie chcę tu obrażać tych, co docierali na miejsce biwaku z rodziną albo kręgiem przyjaciół, żeby kulturalnie wypocząć i wziąć udział (niech bierny) w zlocie. Faktem jest jednak, że zdecydowaną większość tych turystów nie zrzeszonych w drużyny zaczęli stanowić ci, gromadzący się, żeby tu koniecznie, ale to koniecznie popić, posikać w krzaki, z zalanymi gębami spowodować rękoczyny i.. odjechać, kiedy dusza zapragnie, zostawiwszy po sobie kupy śmieci, butelek oraz zdewastowany teren.

Na IX zlocie turystycznym te proporcje zorganizowanego ludu turystycznego, któremu gospodarze są jakże radzi, wobec tych spoza drużyn zdecydowanie się zachwiały na niekorzyść tego pierwszego. Bo z jednej strony był to na pewno zlot najliczniejszy ze wszystkich dotąd odbytych (niektórzy łączną liczbę uczestników spod namiotów szacowali nawet na pół tysiąca) z tym, że kiedy wypadło podczas uroczystego otwarcia zameldować o swym przybyciu, zdecydowało się na to zaledwie 10 drużyn. Był to pierwszy (i oby ostatni zlot), kiedy to drużyny dały się policzyć już na palcach jednej ręki. Wyraźnie też zawężyła się "geografia" uczestników. Owszem, rejon solecznicki, jak na gospodarza przystało, wystawił aż 5 drużyn, ale gdzie jest rejon wileński, którego honoru bronili jedynie uczniowie Wileńskiej Pomaturalnej Szkoły Rolniczej z Białej Waki? Gdzie jest bardziej masowo obecne turystyczne Wilno, reprezentowane tym razem przez „Włóczęgów” oraz "Cichą wodę"?

Skurczyła się nam zlotowa "geografia" również spoza Litwy. Po tym, kiedy ta została prawdziwym samodzielnym państwem i obwarowała się granicami, trudniejsze do zrealizowania stały się przyjazdy rodaków z Ukrainy, Białorusi, Łotwy. W tej sytuacji międzynarodową obsadę zlotów nadal cierpliwie kształtują turyści z Polski, a konkretniej - z Białej Podlaskiej. Tym razem Biała też stawiła się 31-osobowym składem z... Irlandczykiem Paulem Williamsem włącznie, którego gros stanowili uczniowie liceum w Janowie Podlaskim. Jeśli wierzyć szefom turystycznej "misji" Mirosławie Cajgner i Adamowi Wilczewskiemu oraz bezpośredniemu kierownikowi młodzieży Zbigniewowi Hryciukowi, ta wyjechała ze zlotu pełna korzystnych wrażeń i - oczywiście - chętna powrotu tu za rok.

To prawda, sytuacja gospodarcza kładzie smutne piętno na naszą rzeczywistość. Trudno znależć pieniądze na wynajęcie autokaru, żeby dowieźć cały turystyczny majdan na miejsce, trudno nabyć jednolite stroje. Że dla chcącego nic trudnego niezbicie dowiodła jednak drużyna "Pędziwiatru" z Magun w rejonie święciańskim. Z Magun do Podborza jest na pewno o wiele dalej niż, powiedzmy, z Trok i okolic. Czy nieobecność przedstawicieli z grona naszych rodaków tej chyba najbardziej turystycznie wdzięcznej krainy nie jest pochodną tego, że tutejsi działacze po zorganizowaniu w roku 1991 w Wornikach zlotu turystycznego Polaków na Litwie opatrzonego numerem porządkowym 3, chcąc mieć spokojne życie, machnęli ręką, gdy po kilku latach przyszła ich ponowna kolej (bo zloty według pierwotnego założenia miały nam kołować po Wileńszczyźnie)? Osobiście nie chcę wierzyć, że w Trokach, Landwarowie, Połukni, Rudziszkach czy Starych Trokach brać turystyczna raptem pomarła. Po prostu, w drzemkę zapadli ci, którzy zechcieliby pofatygować się sklecić drużynę i jakoś wykombinować, by dotarła ona tam, gdzie zloty zalegają obozem.

 

Zwyciężyli najlepsi

Podczas IX zlotu turystycznego najbardziej zwarty monolit stanowili prowadzeni przez Władysława Wojnicza, Marka Kubiaka, Artura Ludkowskiego "Szkoci-włóczędzy". Przybyli do Cieciorki całą 25-osobową prężnie zorganizowaną paką. Było więc komu i kibicować, i startować. To ostatnie męska część drużyny uczyniła na początku rywalizacji, jak każe tradycja, w kraciastych spódnicach. Po imponującym meldunku o przybyciu "Szkoci-włóczędzy" w miarę równiutko przeszli przez 9 konkursów, zwyciężyli w zawodach na orientację w terenie, wywalczyli 3 miejsce w sztafecie turystycznej, święcąc w efekcie końcowy sukces, na który obok wspomnianego już tria zapracowali w pocie czoła Władysław Borys, Inessa Bujnicka, Halina Stankiewicz, Jerzy Budrewicz, Ludmiła Nazarenko, Wioletta Gerfolweden, Jolanta Paszkiewicz, Ryszard Uzałko i Barbara Zinkiewicz. Za "Szkotami-włóczęgami" i walczącymi niczym lwy "Kowbojami" z Białej Waki na 3 miejscu uplasowała się prowadzona przez niezmordowanego Tadeusza Lembowicza, a złożona z uczniów szkoły średniej im. Kraszewskiego w Nowej Wilejce drużyna "Cichej wody". Trzeba dodać, że tegoroczni zwycięzcy wskoczyli na najwyższy schodek turystycznego podium bynajmniej nie jako filipy z konopi, gdyż w roku 1993 zdobyli 2 lokatę, w latach 1994 i 1995 -3, a w roku ubiegłym ponownie byli drudzy. Teraz zatem sprawiedliwości stało się zadość: zwyciężyli jako najlepsi.

 

Znów na wysokości zadania

Po I zlocie turystycznym, kiedy flaga z różą wiatrów umajoną w paproć spłynęła nam z masztu i kiedy był moment zawahania, kto na wolontariusza zgłosi się na gospodarza II zlotu, pewnym krokiem wystąpił z szeregu ówczesny prezes Solecznickiego Rejonowego Oddziału ZPL Janusz Obłoczyński. Przejął na przechowanie flagę i wszystkich zaprosił za rok na gościnną Ziemię Solecznicką.

W roku 1990 w Podborzu czuliśmy się jak u Pana Boga za piecem. Podobnie było cztery lata później. Tego roku główny organizator zlotu Solecznicki Rejonowy Oddział ZPL raz jeszcze stanął na wysokości zadania, choć, co zgodnie podkreślali zarówno Zdzisław Palewicz jak też starosta gminy Podborze Michał Antropik, nie był to, oj, nie był przysłowiowy spacerek tylko harówa połączona z wydatkami na każdym kroku: na kupno desek na szalety, na doprowadzenie prądu, na wyrównanie dróg dojazdowych, na kupno nagród: na… Tych potrzeb było naprawdę tysiąc i jedna. Większych oraz mniejszych. Zdzisław Palewicz, który jako prezes komitetu organizacyjnego przypominał atlasa, sam nie potrafi do końca zrozumieć, jak od strony finansowej wyszli z opałów. Po tym, kiedy się dowiedział, że "Wspólnota Polska" wydzieli obiecaną kwotę dopiero po zlocie, popadł na moment w czarną rozpacz. Ale tylko na moment. Bo zaraz potem uruchomił wszystkie swoje kontakty zawodowe i prywatne, wyczulił na potrzeby zlotowe miejscowych ludzi interesu: Stanisława Markiewicza -dyrektora spółki "Gardybe", prowadzącego indywidualne przedsiębiorstwo Jana Snarskiego oraz Jerzego Borkowskiego ze spółki "Olkusjana" w Jaszunach. Ziarnko do ziarnka, a uzbierali. Trochę pomógł Związek Klubów Sportowych Polaków na Litwie "Polonia".. Jedną z nagród ufundował ZG ZPL, a pofatygował się ją wręczyć obecny zresztą jak na uroczystej ceremonii otwarcia tak i zamknięcia IX zlotu sam prezes Ryszard Maciejkianiec.

Pełen podziwu jest Zdzisław Palewicz dla tych, co to tworzyli u jego boku komitet organizacyjny. Z poświęceniem nie lada zlotowe gniazdko mościli, o jego program i treści dbali wspomniani już Michał Antropik, Zygmunt Śliżewski, rodzinny duet Sokołowiczów, Stanisław Stańczyk, Franciszek Mickielewicz, Zofia Griaznowa, Jan Świgliński, Tatiana Kanatowa, niewidoczni, acz skuteczni w działaniu byli policjanci, przez okrągłą dobę czuwała pomoc medyczna, w pogotowiu była straż pożarna. Słowem, organizacyjnie już po raz trzeci, nie ściągając posiłków spoza, gospodarze stanęli na wysokości zadania, za co należą się im brawa tak wielkie jak stromo pnące się w górę podborskie sosny.

 

Zamiast postscriptum

Zawsze byłem zdania, ze zlot tworzą ludzie. Zarówno ci pod postacią organizatorów jak też uczestników, a mówiąc o tych ostatnich mam na myśli wyłącznie zorganizowanych w drużyny. Trzeba zrobić wszystko, by odwrócić niekorzystne proporcje, jakie się zarysowały na IX zlocie Polaków na Litwie. Dróg po temu jest kilka. Kto wie, czy zachętą do łączenia się w drużyny nie byłyby bardziej atrakcyjne nagrody, treściwszy program. Trzeba spróbować urzeczywistnić to w praktyce. Byłbym skłonny znaleźć też pod obozowisko mieścinę, która w naturalny sposób odsiewałaby turystyczną gawiedź (np. odciętą z jednej strony rzeką bądź jeziorem, z drugiej -gąszczami leśnymi nie do przebycia, z trzeciej - przepastnymi bagnami, a z czwartej - posterunkiem policji, otwierającej szlaban jedynie dla turystycznej zorganizowanej braci). Wiem, wiem, że to, o czym powyżej, jest drastyczne. Ale czy jest inne wyjście? Jeśli ktoś ma jakiś pomysł (tych z okoleniem terenu obozowiska zasiekami z drutu kolczastego raczej nie proponować), chętnie zostanie przyjęty do ich banku.

Za rok zloty turystyczne Polaków na Litwie obchodzić będą po raz pierwszy jubileusz z zerem na końcu. Jest więc powód, aby ten rozdział naszych turystycznych eskapad z orzełkami w plecakach zapisać zgłoskami szczególnymi. Wspólnym zbiorowym wysiłkiem...

 

Henryk Mażul
Fot. Jerzy Karpowicz

 

Mażul H. Namiot znów rozłożę, gdzie Podborze... // Nasza Gazeta 3 lipca 1997r. Nr. Str. 1, 4

Załączniki:
 9_zlot_Podborze_Nasza_Gazeta_1997.pdf[ Mażul H. Namiot znów rozłożę, gdzie Podborze... // Nasza Gazeta 3 lipca 1997r. Nr. Str. 1, 4]428 Kb
feed0 Komentarze

Napisz komentarz
 
  zmniejsz | powiększ
 

busy
 
Reklama

Dołącz do nas !

Zlot Turystyczny na Facebook'u

Jak dodać zdjęcie ?

  • Masz ciekawe zdjęcie zlotowe ?
  • Chcesz dodać je do galerii ?
  • Nie wiesz jak to zrobić ?
  • Kliknij tu...

Kto jest online?

Naszą witrynę przegląda teraz 1778 gości 

Ostatni komentarz

Ambasador zlotu

Zostań ambasadorem zlotu:
  • Umieść nasz banner na własnej stronie
  • Opowiedz o tej imprezie innym
  • Prześlij link do naszej strony
  • Zbierz drużynę i przybądź na zlot