Home Media Prasa Mały, ale udały...
Mały, ale udały... PDF Drukuj Email

Xi zlot turystyczny Polaków na Litwie
25-27 czerwca 1999r. okolice Pren, jezioro Karockie

Przypominające burzliwie prący do przodu górski potok polskie odrodzenie u schyłku lat 80 znajdowało różne ujścia. Ze sportowo-turystycznym włącznie. Inicjowanym przez grupkę jeszcze wówczas nie zrzeszonych w klubie "Polonia" zwolenników kształtowania zdrowego ciała dla orlego w nim ducha. Po przeprowadzonych z wielkim zresztą powodzeniem I Zimowych Igrzyskach Polaków na Litwie w styczniu 1989 roku wpadli oni na pomysł zaprosić Rodaków pod namioty. Na I zlot turystyczny. Nad położone nie opodal Sużan malownicze jezioro Bałosza, gdy Sobótka zagościć miała na kalendarzach.

 

Flagę - na maszt!

Ponieważ wedle zamysłu organizatorów biało-czerwony biwak zdecydowanie preferował zorganizowaną formę wypoczynku, szczególnie mile widziani byli uczestnicy zrzeszeni w drużyny. Z myślą o nich został zresztą skrojony program dwudniowej turystycznej eskapady, na który złożyły się konkursy wiedzy o Wileńszczyźnie, na meldunek o przybyciu, twórczości turystyczno-rozrywkowej, siły dla mężczyzn i gracji dla kobiet, wybory miss zlotu, zawody na orientację w terenie i w sztafecie turystycznej. A wszystko to było albo oceniane punktowo przez jurorów, albo mierzone metrem bądź stoperem przez sędziów, żeby wyłonić zwycięzców. Jak w poszczególnej rywalizacji tak też w klasyfikacji łącznej.

Obawy organizatorów, czy aby impreza chwyci, okazały się zbyteczne. Nad Bałoszę ściągnął lud turystyczny z Wileńszczyzny jak la długa i szeroka. Ba, dotarli też zaproszeni rodacy z Ukrainy i Białorusi. Żeby zanurzyć się w niepowtarzalną atmosferę bratania się z gwiazdami na ojczystym niebie, z ogniskiem zdolnym ogrzać serc ciasny krąg. Ponad 150 uczestników I zlotu, gdy impreza dobiegła końca, pakowało do plecaków ogrom niezatartych wrażeń i... twarde zdecydowanie ponownego spotkania się za rok. Tym bardziej, że po opuszczeniu flagi z godłem zlotu symbolizującego różę wiatrów umajoną w paproć, tę przejął na przechowanie ówczesny prezes Solecznickiego Rejonowego Oddziału Związku Polaków na Litwie Janusz Obłoczyński, zapraszając na kolejnego św. Jana całą brać turystyczną w solecznickie strony. Organizatorzy mogli po raz kolejny zatrzeć ręce z zadowolenia: ich założenie, aby zloty odbywały się za każdym razem w coraz to innej miejscowości, zyskiwało, bowiem praktyczne wcielenie.

 

I zazlociła się nam Wileńszczyzna...

W czerwcu 1990 roku II zlotowi Polaków na Litwie czym bogate tym rade było Podborze, a dalej w rocznych odstępach sztafetę turystyczną przejmowały po sobie Womiki w rejonie Trockim, Maguny w rejonie święciańskim, Mościszki w rejonie wileńskim... Najdobitniejszym potwierdzeniem, na ile zloty zdążyły wrosnąć w świadomość Polaków na Litwie jest fakt, że dotąd nie było roku, aby biało-czerwony obóz nie zalegał w jakimkolwiek zakątku Wileńszczyzny. Nie bacząc na to, jaka by była pogoda: czy znaczona gorącem, czy deszczem. I ciągle wierny formułce preferującej nie bierne leżenie pod sosną, na dowolnie obranym boku i popuszczanie pasa, tylko czynny udział w zlotowej rywalizacji, której synonimem -jak sprawność mięśni tak też błyskotliwość umysłu i smykałka.

W roku ubiegłym w dniach 26-28 czerwca w Sużanach miał miejsce X zlot turystyczny Polak6w na Litwie, a "jubilat" jakoś nie narzekał na śpiwory. Nie przypominał on też kogoś, kto pod brzemieniem na karku 10 kolejnych krzyżyków się zgina. Bo - przyznać trzeba - zbiorowy uczestnik zlotu bynajmniej nie starzeje. Wręcz odwrotnie: jakby odbywało mu lat. Przecież ci, co startowali na pierwszych imprezach z orzełkami w plecakach u boku rodziców, dziś tworzą. kośćce drużyn, niektórzy przywożą już własne latorośle, wypoczywając przy okazji rodzinami. Jest więc nadzieja, że skorupka, nasiąknąwszy za młodu turystycznym bakcylem, będzie potem przez długie lata tym trąciła znajdując przełożenie na dzieci i wnuki.

 

Fanfary weteranom i zwycięzcom

Tęgiego matematyka trzeba, aby zliczył, ile to tysięcy osób przewinęło się przez dotychczasowe zloty. Tych zrzeszonych w drużyny i tych spoza. Dopiero rozpoczynających zlotowe przygody i mających nawet tyle udziałów, ile razy Polacy na Litwie zalegali obozem, a stąd obdarzeni szacownym przydomkiem weteranów. Należą do takowych bez wątpienia Jadwiga i Zygmunt Lachowiczowie ze Skojdziszek, Anna Adamowicz z Wojdat, Zygmunt Śliżewski oraz Regina i Czesław Sokołowiczowie z Solecznik, Stefan Kimso z Wilna, Michał Sienkiewicz z Ejszyszek, Aleksander Żyndul z Wilna, Tadeusz Lembowicz z Nowej Wilejki, Stanisław Arasymowicz z Białej Podlaskiej, już kilkakrotnie przywożący na nasze zloty studentów tamtejszej filii Akademii Wychowania Fizycznego. "Szlify" weterana z najczystszym sumieniem może wdziać również piszący te tu słowa, gdyż dotąd nie opuściłem żadnej z rodaków turystycznych wypraw pod namioty.

Wielkie fanfary nalezą się również tym, którzy w poszczególnych latach wygrywali łączną klasyfikację, że wymienię tu "Pajączki" z Niemieża, "Cichą wodę" z Nowej Wilejki, "Koło czterech muz” z Wilna, "Kowbojów" z Bialej Waki czy "Włóczęgów” z Wilna. Ci ostatni dokonali sztuki nie lada, gdyż triumfowali z rzędu w dwóch ostatnich zlotach, przy czym w ubiegłorocznym w sposób bardziej niż zdecydowany: wygrali siedem na dziewięć odbytych konkursów oraz sztafetę turystyczną. A nie jest to bynajmniej dziełem przypadku, gdyż drużynę tworzy grupka młodzieży, która w nawiązaniu do pięknych tradycji międzywojennego Klubu Włóczęgów Wileńskich w roku 1991 odrodziła ten klub i teraz spędza wiele czasu na wspólnych wyprawach, biwakach i obozach.

 

"Przyjechali ci najbardziej zaangażowani"

Tego roku tradycji zlotowej stało się zadość już po raz 11. Choć mało brakowało, a mogłaby w niej wytworzyć się "dziura", gdyż jakoś nie było chętnych podjęcia się misji organizatora. Dopiero mężna postawa Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych, w którym pierwsze skrzypce grają Andrzej Kierulis, Władysław Wojnicz, Waldemar Szełkowski i Marek Kubiak, sprawiła, iż ciągłość ta została zachowana w ekspresowym tempie spięli się oni organizacyjnie, zapraszając w dniach 25-27 czerwca nad jezioro Karockie nie opodal Pren wszystkich, kogo namiot nie odstrasza nawet w mniej sprzyjającą pogodę. A że takowa poprzedzała przez cały tydzień kalendarzowego św. Jana, ostatecznie o wyznaczonej godzinie pod Prenami stawiło się ledwie 6 drużyn: trzy z rejonu solecznickiego, po jednej z rejonu święciańskiego i wileńskiego oraz Wilna. Co prawda, w drugim dniu zalegania obozem stolicę reprezentowała również ekipa „Gazety Wileńskiej”. Była to zatem najmniej liczna obsada ze wszystkich dotychczas organizowanych zlotów, aczkolwiek ilość wcale nie zawsze przecież przekształca się w jakość. Zdaniem Anny Adamowicz, która znów z dużym polotem prowadziła całą imprezę, "przyjechali ci najbardziej zaangażowani".

Ciułanie punktów zaczęło się już podczas uroczystego otwarcia zlotu, kiedy to tradycyjnie miał miejsce konkurs na meldunek o przybyciu, pierwszy z dziewięciu pomyślanych przez organizatorów. Wygrała go podobnie jak jeszcze 4 inne sympatyczna drużyna „Rodzinka mamy Ali” z Wojdat, a że to pasmo sukcesów uzupełniły wcale nie w roli statystów występy w zawodach na orientację w terenie, w sztafecie turystycznej i grach sportowych ona właśnie zgromadziła łącznie 62pkt i uplasowała się na pierwszym miejscu, choć rywale mocno naciskali, jako że drudzy po summa summarum, "Kowboje" z Białej Waki, zgromadzili ich 60, a „Łowcy duchów” z Solecznik, 55 pkt. Trzy pierwsze drużyny otrzymały w nagrodę po namiocie oraz po 8 śpiworów albo po tyleż karimat, a ponadto „Kowbojów” uhonorowano 3 piłkami. Rzeczowe nagrody wraz z dyplomami i proporczykami wręczono zresztą każdemu ze zwycięzców poszczególnych zawodów oraz konkursów, wśród których splendor największy pozyskali miss i mister (pierwszą została Inessa Zubel z "Łowców duchów", a drugim -Marek Sinkiewicz z „Rodzinki mamy Ali”).

Odbywający się równo 10 lat po pierwszej tego typu imprezie i „rozmieniający” drugą dziesiątkę dorocznego biało-czerwonego biwakowania XI zlot turystyczny Polaków na Litwie przeszedł do historii. Za rok, trzeba wierzyć, że znów na zew Stowarzyszenia Inicjatyw Społecznych, po raz dwunasty wypadnie spakować plecaki. Bardziej zapobiegliwi mogą to czynić zresztą od zaraz....

 

Henryk Mażul

Fot. Jerzy Karpowicz

 

Mażul H. Mały, ale udały... // Przyjaźń 1 lipca 1999 r. Nr. 26 Str.

 

Załączniki:
 11_zlot_Preny_Przyjazn_1999.pdf[Mażul H. Mały, ale udały... // Przyjaźń 1 lipca 1999 r. Nr. 26 Str. ]1077 Kb
feed0 Komentarze

Napisz komentarz
 
  zmniejsz | powiększ
 

busy
 
Reklama

Dołącz do nas !

Zlot Turystyczny na Facebook'u

Jak dodać zdjęcie ?

  • Masz ciekawe zdjęcie zlotowe ?
  • Chcesz dodać je do galerii ?
  • Nie wiesz jak to zrobić ?
  • Kliknij tu...

Kto jest online?

Naszą witrynę przegląda teraz 2068 gości 

Ostatni komentarz

Ambasador zlotu

Zostań ambasadorem zlotu:
  • Umieść nasz banner na własnej stronie
  • Opowiedz o tej imprezie innym
  • Prześlij link do naszej strony
  • Zbierz drużynę i przybądź na zlot